gdamian.pl
← Wszystkie wpisy
12 min

Prawa autorskie do treści z AI: czy możesz użyć ChatGPT do tekstu, kto jest autorem i co mówi umowa z klientem 

Damian GębalaAutor

Tak, możesz użyć ChatGPT do tekstu dla klienta. Problem zaczyna się przy pytaniu, do kogo należą prawa do niego, i tu odpowiedź jest mniej wygodna, niż sugeruje regulamin. Prawa autorskie do tekstu wytworzonego przez model zależą od Twojej warstwy kreatywnej, a nie od samego faktu, że użyłeś ChatGPT. Umowa z klientem tej luki nie naprawia, tylko udokumentowuje.

Czym musi być Twój tekst, żeby w ogóle był chroniony

Polskie prawo nie pyta, czy napisałeś tekst sam, czy z modelem. Pyta, czy jest to „utwór". Art. 1 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych definiuje utwór jako każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia. Wartość artystyczna ani materialna nie mają znaczenia dla samej ochrony. Praktyczny wniosek z tej definicji jest jeden: liczy się indywidualny charakter Twojej pracy, a nie źródło, z którego czerpałeś materiał. Sąd Najwyższy w wyroku z 25 stycznia 2006 r. (I CK 281/05) podkreślał, że wymaganie nowości nie jest konieczną cechą twórczości, a utworem może być kompilacja z danych powszechnie dostępnych, jeśli ich wybór, segregacja i sposób przedstawienia mają znamiona oryginalności. Druga strona tej samej normy: ochrona nie obejmuje odkryć, idei, procedur, metod, zasad działania ani koncepcji matematycznych. Chroniony jest sposób wyrażenia, czyli forma. Prompt opisujący zadanie to pomysł i procedura, a nie utwór. Dopiero wybór wariantów, układ i redakcja zamieniają go w coś, co ma szansę na ochronę. Ochrona powstaje z samego faktu stworzenia. Nie trzeba jej rejestrować ani nigdzie deklarować, żeby istnieć, co jest dobrem newsem dla freelancera, który nie ma budżetu na obsługę prawną przy każdym zleceniu.

Kto jest autorem: Polska, Unia, USA, Wielka Brytania

Nie ma jednej odpowiedzi, i to jest najważniejsza rzecz do przekazania klientowi, który pyta o gwarancje. W UE Trybunał Sprawiedliwości w sprawie Infopaq International A/S v. Danske Dagblades Forening (C-5/08, 2009) uznał, że utwór jest oryginalny, gdy stanowi własną pracę intelektualną autora wynikającą z jego osobistego wkładu. W sprawie Football Dataco (C-604/10, 2012) sąd dodał, że o oryginalności decyduje to, czy autor „wyraża swoją zdolność twórczą w sposób oryginalny, dokonując swobodnych i twórczych wyborów". Logika jest prosta: jeśli wybory podejmuje człowiek, jest autorem. W USA jest ostrzejszy. W sprawie Thaler v. Perlmutter (2023) sąd stwierdził, że wiele przepisów ustawy o prawie autorskim ma sens tylko wtedy, gdy autorem jest człowiek. Urząd do spraw autorskich przyjął w 2023 r. decyzję odmowną w sprawie „Zarya of the Dawn", a jego indeks spraw obejmuje też Allen v. Perlmutter. Wielka Brytania poszła inną drogą. Art. 9 ust. 3 brytyjskiej ustawy o prawie autorskim, wzorach i patentach wprost wskazuje, że autorem utworu generowanego komputerowo jest osoba, która podjęła niezbędne do jego stworzenia arrangements. Pytanie tylko, kto to jest: operator programu czy jego producent. Sprawa nie została rozstrzygnięta. Chiny poszły w stronę uznania prawa przy znaczącym wkładzie człowieka, Izrael dopuszcza wyjątki fair use dla danych treningowych. Nie ma w tym duchu jednej linii, więc obietnica typu „to jest legalne w UE" jest pusta. Odpowiadaj zawsze za jurysdykcję, w której działa Twój klient. Przy okazji warto rozdzielić dwie rzeczy, które regularnie się mieszają: patenty i prawa autorskie. Europejski Urząd Patentowy odrzucił wnioski, w których wynalazcą był model DABUS, argumentując, że wynalazcą musi być człowiek. To dotyczy patentów i niczego nie mówi o prawach do tekstu. W sprawie Thaler v. Vidal (2022) sąd stwierdził, że nie ma wątpliwości: ustawa patentowa wymaga, by wynalazcami były osoby fizyczne. Dwa różne zbiory przepisów, dwa różne pytania.

Regulamin OpenAI przenosi prawa, których nie ma

Oto kluczowe zdanie z regulaminu OpenAI obowiązującego od 1 stycznia 2026 r., w części „Ownership of content": „As between you and OpenAI, and to the extent permitted by applicable law, you (a) retain your ownership rights in Input and (b) own the Output. We hereby assign to you all our right, title, and interest, if any, in and to Output." Ta klauzula brzmi jak przeniesienie własności. W praktyce dwa elementy ją ograniczają. Po pierwsze, „if any": jeśli w wyjściu nie ma praw autorskich, nie ma czego przenosić. Po drugie, „to the extent permitted by applicable law": zakres ustala prawo, nie umowa. Wniosek, który powtarza branżowy serwis Ecopyright, brzmi wprost: firmy AI dają użytkownikom szerokie prawa do korzystania z wyjścia, ale nie mogą przenieść praw autorskich do utworów, które nie są chronione. Umowa chroni Cię przed twierdzeniem dostawcy, że treści są jego, ale nie tworzy prawa tam, gdzie go nie ma. Ta sama umowa ma trzy zapisy, które warto znać przed podpisaniem. Po pierwsze, podobieństwo treści: „Due to the nature of our Services and artificial intelligence generally, output may not be unique and other users may receive similar output from our Services". Nasz assignment nie rozciąga się na wyjście innych użytkowników ani na Third Party Output. To znaczy, że nie masz gwarancji wyłączności. Po drugie, wykorzystanie Twoich treści do trenowania jest domyślnie włączone, a wyłączenie wymaga aktywnego kliknięcia w instrukcję w artykule „Opt out". Dla materiałów klienta to nie jest detal. Po trzecie, ograniczenie odpowiedzialności. Twoja łączna odpowiedzialność wobec dostawcy nie przekroczy większej z dwóch kwot: sumy zapłaconej za usługę w 12 miesięcy przed powstaniem roszczenia albo 100 dolarów. W drugą stronę, jeśli jesteś firmą, to w określonych granicach przejmujesz odpowiedzialność za roszczenia osób trzecich wobec OpenAI, wraz z kosztami ich prawników. Ten regulamin nie chroni Cię przed pozwem za naruszenie praw przez wygenerowany tekst. Chroni przed reklamacją dostawcy. Osobna sprawa to konto na firmowej domenie. Jeśli zakładasz konto na adresie należącym do pracodawcy, może ono zostać włączone do firmowego konta, a administrator uzyska kontrolę nad kontem, w tym dostęp do Content i możliwość ograniczenia Twojego dostępu. Przy pracy dla kilku klientów warto mieć osobne adresy.

Co realnie chronisz, kiedy dopracowujesz tekst z AI

Skoro sam prompt nie wystarczy, to co właściwie daje ochronę. Ecopyright wymienia trzy warstwy, które przechodzą test. Twoje poprawki, dodatki, przebudowa struktury i twórcze dopracowanie wyjścia to Twoje prawa. Jeśli bierzesz szkic z modelu i realnie go przepisujesz, masz prawa do tego przepisania. Wybór i zestawienie. Wybranie spośród kilku wariantów wygenerowanych propozycji i ułożenie ich w całości to ludzki osąd twórczy. Chroniony jest dobór i aranżacja, niekoniecznie poszczególne elementy. Twój własny tekst obok pomocy AI. Wstęp, przejścia, wniosek, konkretne przykłady, rozpoznawalny styl, wszystko to jest chronione, o ile faktycznie Twoje. Badanie Parlamentu Europejskiego z 2025 r., przytoczone przez TermsFeed, wskazuje na ten sam mechanizm od drugiej strony: „EU copyright law only protects works that are the result of a human's intellectual creation", a „fully autonomous AI-generated outputs, without meaningful human input, are excluded from protection". Stopień zaangażowania człowieka decyduje o kwalifikowalności. Uwaga na sformułowania, bo oba krążą w branży i nie są tożsame. TermsFeed opisuje próg jako „meaningful human input" i jednocześnie ostrzega, że krótki prompt, nawet dopracowywany w wielu próbach, rzadko spełnia wymóg ludzkiego autorstwa. Ecopyright używa ostrzejszego określenia „substantial human creative contribution". To dwa różne progi i nie warto traktować ich jako jednego. Praktyczna konsekwencja: dokumentuj swoje kroki. Jeśli powstaje spór, liczyć się będzie tym, co potrafisz pokazać, a nie tym, co czujesz, że zrobiłeś. Zapis promptów, wersji i historii zmian kosztuje minuty. W polskim prawie wątek „utworu zależnego" daje dodatkową pułapkę. Jeśli do promptu wkleisz cudzy gotowy tekst z prośbą o przerobienie, wchodzisz w rejon opracowania, a tam potrzebujesz zgody twórcy pierwotnego. Ustawa wyróżnia utwór zależny jako opracowanie cudzego utworu, w szczególności tłumaczenie, przeróbkę lub adaptację. Opis zadania od Ciebie nie jest cudzym utworem. Wklejony fragment już jest.

AI Act: kiedy musisz oznaczyć tekst, a kiedy nie musisz

Od 2 sierpnia 2026 r. obowiązują przepisy o przejrzystości z art. 50 aktu o sztucznej inteligencji. Data jest potwierdzona w materiałach Komisji Europejskiej, a kodeks praktyki w zakresie oznaczania treści AI obowiązuje od tego samego dnia. Są tam dwa obowiązki, które łatwo pomylić. Pierwszy dotyczy dostawców systemów generatywnych. Art. 50 ust. 2 nakłada na nich obowiązek, aby wyniki, również tekstowe, były oznakowane w formacie nadającym się do odczytu maszynowego i wykrywalne jako sztucznie wygenerowane lub zmanipulowane. To zadanie producenta narzędzia, nie Twoje. Drugi dotyczy podmiotów stosujących systemy AI, czyli w praktyce agencji i firm, które publikują. Art. 50 ust. 4 nakłada ujawnienie, gdy system generuje albo manipuluje tekstem publikowanym w celu informowania społeczeństwa o sprawach leżących w interesie publicznym. Uwaga na zakres: chodzi o sprawy publiczne, a nie o teksty marketingowe, opisy usług ani wpisy na blogu. Od tego obowiązku istnieje wyjątek, który warto znać, bo bywa zaskakujący. Nie stosuje się go, gdy treści wygenerowane przez AI zostały poddane weryfikacji przez człowieka lub kontroli redakcyjnej i gdy za publikację odpowiedzialność redakcyjną ponosi osoba fizyczna lub prawna. Redakcja, która czyta i odpowiada za to, co publikuje, mieści się w tym wyjątku. Informacje o ujawnieniu trzeba przekazać osobom fizycznym w jasny i wyraźny sposób, najpóźniej przy pierwszej interakcji lub pierwszym zastosowaniu, z zachowaniem wymogów dostępności. Art. 50 ust. 5 jest tu dość precyzyjny i nie zostawia dużej dowolności. Kodeks praktyki dzieli się na dwie części: zasady oznaczania i wykrywania treści dla dostawców oraz zasady oznaczania deepfake'ów i wygenerowanego tekstu dla podmiotów stosujących. Przy pracach nad kodeksem współpracowało niemal 1000 zainteresowanych stron w czterech grupach roboczych. Do końca lipca 2026 r. kodeks podpisało około 190 firm i organizacji. Sam kodeks jest dobrowolny, ale wymogi z art. 50 są obowiązkiem prawnym, a Komisja i Rada ds. Sztucznej Inteligencji potwierdziły jego adekwatność. Podpisanie kodeksu nie daje domniemania zgodności, a podmioty, które wybiorą inną drogę, muszą wykazać adekwatność własnych środków indywidualnie. Dostawców modeli obowiązują też przepisy art. 53, w tym obowiązek wprowadzenia polityki zgodności z prawem Unii dotyczącym prawa autorskiego, sporządzenia publicznego streszczenia treści treningowych oraz utrzymywania dokumentacji technicznej. Obowiązki te stosuje się od 2 sierpnia 2025 r. Egzekwowaniem zajmuje się Urząd ds. Sztucznej Inteligencji, który może nakładać grzywny do 3% globalnego rocznego obrotu albo do 15 mln EUR, w zależności od tego, która kwota jest wyższa. To odpowiedzialność dostawców modeli, nie Twoja jako użytkownika. Dwie uwagi metodologiczne, zanim zaczniesz cytować te przepisy. Materiały, z których pochodzą te liczby i brzmienia, same ostrzegają, że dokument Digital Omnibus zmienił część przepisów, a prezentowany tekst nie został jeszcze zaktualizowany. Cytuj więc wersję urzędową rozporządzenia (UE) 2024/1689 z 13 czerwca 2024 r. Po drugie, FAQ Komisji zastrzega wprost, że nie stanowi oficjalnego stanowiska Komisji, a autorytatywną wykładnię daje wyłącznie Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Co musi zawierać umowa z klientem

Tu jest największa różnica między teorią a praktyką agencji, bo to jest miejsce, w którym prawo działa bez żadnych wyjątków. Polskie prawo przewiduje dwa odrębne rodzaje umów dotyczących autorskich praw majątkowych. Pierwsza przenosi prawa na inny podmiot. Druga upoważnia do korzystania z utworu i jest umową licencyjną. Różnica jest fundamentalna: po przeniesieniu nie możesz użyć tego tekstu u kolejnego klienta ani wrócić do niego za rok, gdy wróci popyt na ten sam temat. Licencja zostawia Ci ten komfort i dlatego dla treści produktowych często bywa trafniejsza. Zwracaj uwagę na cztery elementy. Forma pisemna nie jest zaleceniem, tylko warunkiem ważności. Art. 53 ustawy stanowi, że umowa o przeniesienie autorskich praw majątkowych powinna być zawarta w formie pisemnej, a odstępstwo od tej zasady powoduje jej bezwzględną nieważność. Ustalenie na Slacku albo w korespondencji mailowej, że treści zostają u Ciebie, prawnie nie istnieje. Do odstępstwa od formy pisemnej potrzebna jest forma bezpośredniego zawarcia umowy w obecności obu stron. Pola eksploatacji muszą być wypisane. Umowa musi określać, na jakich polach eksploatacji utwór będzie wykorzystywany, a zapisy odnoszące się do nieistniejących pól są nieważne. Przykład z praktyki orzeczniczej brzmi: zapis o zezwoleniu na wytwarzanie egzemplarzy „za pomocą potencjalnie nowych technik jego wytwarzania" jest nieważny, bo odnosi się do pól, które jeszcze nie istnieją. W doktrynie trwa spór, czy zwrot „na wszystkich polach eksploatacji" spełnia wymóg wyraźnego wymienienia z art. 41 ust. 2 ustawy. Samo to rozstrzygnięcie nie jest mi potrzebne: bezpieczniej dokładnie wypisać pola, o których faktycznie mówisz, zamiast powtarzać formułę, której ważność jest przedmiotem sporu. Wynagrodzenie trzeba zapisać wprost albo świadomie pominąć. Ustawa nie nakłada na strony obowiązku odpłatności za przeniesienie praw, ale w braku wyraźnego wskazania, że przeniesienie następuje nieodpłatnie, twórcy należy się stosowne wynagrodzenie, odrębnie na każdym polu eksploatacji. Innymi słowy: podpisując przeniesienie praw bez słowa o kwocie, oddajesz treść bez wynagrodzenia, a przy ponownym wykorzystaniu tej samej pracy nie dostaniesz za nią już nic. Warto mieć świadomość, że po zawarciu takiej umowy wszelkie prawa majątkowe przechodzą na nabywcę, a autor, choć pozostaje autorem i przysługują mu nadal prawa osobiste, nie może dowolnie rozporządzać utworem ani czerpać z tytułu korzyści majątkowych. Prawa osobiste i tak zostają po Twojej stronie. Polska ustawa opiera się na dualistycznej konstrukcji: prawa osobiste są niezbywalne i niedziedziczne i przysługują twórcy niezależnie od praw majątkowych. Nie da się ich przenieść umową, nawet przy najszerszych zapisach. W praktyce oznacza to, że zostajesz autorem i możesz oznaczać utwór swoim imieniem i nazwiskiem, ale klient ma pełne prawo eksploatacji. Warto ustalić to wprost, zamiast zakładać, że klient zapytal o prawa autorskie z ciekawości.

Procedura, którą stosuję przy treściach z modelu

Kolejność ma znaczenie, bo kilka pierwszych kroków właściwie nic nie kosztuje, a porządkuje papiery. Najpierw rozdzielaj warstwy. Prompt, wygenerowany szkic i Twoja finalna wersja to trzy różne rzeczy. Prawa dotyczą tylko tej trzeciej, i tylko w zakresie, w jakim jest Twoja. Następnie zapisuj przebieg. Prompt, wersje wyjścia, notatki z przepisanych fragmentów. W razie sporu liczy się to, co da się pokazać. Przepisuj warstwę kreatywną, nie tylko słowa. Przebudowa struktury, własne wstępy i przejścia, własne przykłady, wybór spośród wariantów. To jest ta część, o którą walczysz o prawa i która realnie tworzy wartość. Ustal z klientem formę umowy przed startem, a nie po dostarczeniu tekstu. Przeniesienie czy licencja, które pola eksploatacji, czy wynagrodzenie, czy dopisanie wzmianki o autorze. Formę pisemną, z datą i podpisami obu stron. Sprawdź zakres publikacji pod kątem art. 50. Tekst o sprawach publicznych podlega ujawnieniu, chyba że przeszedł weryfikację człowieka i redakcja bierze za niego odpowiedzialność. Opis usługi, oferta, wpis na blogu firmowym w innym celu niż informowanie o sprawach publicznych pod ten przepadek nie podpada. Nie wklejaj cudzych tekstów do promptu jako materiału do przerobienia. Opis zadania jest bezpieczny, wklejony cudzy utwór to wejście w rejon opracowania, który wymaga zgody twórcy pierwotnego. Na koniec, jedno zastrzeżenie, bo temat jest wciąż ruchomy. Brzmienie przepisów cytowane w artykule pochodzi z wersji urzędowej z czerwca 2024 r. i może nie odzwierciedlać zmian wprowadzonych przez Digital Omnibus. Przy dużym zleceniu, gdzie spór dotyczy realnych kwot, warto zapytać prawnika zamiast opierać się na blogu, również ten. Ja wiem tyle, ile wynika z dokumentów i orzecznictwa, a nie z wyroku sądu, który nie istnieje.

Robisz coś podobnego u siebie?Napisz do mnie

Masz proces, który zjada tydzień pracy? Odzyskajmy ten tydzień.

Napisz do mnie