Ile czasu naprawdę oszczędza automatyzacja: jak policzyć godziny przed i po (szablon)
Damian GębalaAutorGodziny przed i po liczy się na jednym, konkretnym procesie: bierzesz czas wykonania jednej sprawy teraz, bierzesz ten sam czas po wdrożeniu, mnożysz przez realną liczbę spraw i dopiero wtedy patrzysz na pieniądze. Sam pomiar to 2 do 4 tygodnie przed wdrożeniem i tyle samo po. Sama tabela nie wystarczy, bo liczy się jeszcze, ile z tych godzin naprawdę zostaje w firmie, a ile zjada utrzymanie.
Po co liczyć godziny, skoro i tak płacisz za wdrożenie
Bo bez liczby nie masz argumentu. Rozmowa z księgowością, z partnerem albo z zespołem kończy się wtedy przy gościu, a gość odpowiada jednym zdaniem: „fajnie, tylko ile to dało". Wtedy wracasz do estymacji z głowy, a szacunek z głowy jest zawsze za dobry.
Jest też powód drugi, mniej przyjemny. Godzina, którą odzyskałeś, nie zamienia się w pieniądze sama z siebie. Jeśli etaty zostają te same i budżet tych samych etatów się nie zmienia, to te godziny zostają w firmie jako kapitał, a nie jako gotówka. Policzyć trzeba obie rzeczy osobno i powiedzieć wprost, która z nich jest prawdziwa.
Ten sam mechanizm widać po stronie kosztów: wdrożenie, narzędzia i utrzymanie to strumień, a nie jednorazowy wydatek. Dlatego liczy się wynik roczny, a nie wynik pierwszego miesiąca. Prosty rachunek opłacalności automatyzacji rozpisuję osobno, bo to krok po liczbie godzin.
Krok 1: jeden proces i jedna jednostka analizy
Pomiar zaczyna się od wyrzucenia słowa „automatyzacja". Nie mierzysz firmy, mierzysz jedną czynność, która ma policzalną objętość. Fakturę tygodniowo, zapytania ofertowe dziennie, zgłoszenia serwisowe miesięcznie. Cokolwiek, co da się policzyć.
Druga sprawa to narysowanie przepływu na jednym ekranie. Jeśli nie da się tego zrobić w kilku prostych krokach, projekt nie jest gotowy do liczenia, tylko do porządkowania. Ten warunek pojawia się w każdym sensownym frameworku pomiaru i oszczędza najwięcej przepisanego wdrożenia.
Wybór procesu dobrze widać na macierzy, gdzie przy każdym z dwudziestu typowych zadań masz czas i ryzyko. Tam, gdzie czas jest duży, a ryzyko niskie, zaczynasz. Macierz 20 procesów: czas, ryzyko i instrukcja wyboru rozkłada to po ludziach, którzy nie mieli czasu wymyślać listy od zera.
Krok 2: dwa do czterech tygodni pomiaru przed wdrożeniem
To jest etap, który firmy odpuszczają i który psuje cały rachunek. Bez baseline, czyli liczby wyjściowej, po wdrożeniu nie masz z czym porównać. Zostaje wtedy deklaracja typu „robi się szybciej”, a ta nie przechodzi przez żadne rozmowy.
Przez 2 do 4 tygodnie zbieraj cztery liczby, nie jedną. Czas na jedno wystąpienie zadania, wskaźnik błędów lub poprawek, czas cyklu od startu do domknięcia i głębokość kolejki w godzinach szczytu. Próbki bierz z tygodni zajętych, nie tylko z cichych, bo średnia wychodzi wtedy zaniżona.
Nie musisz mieć przy tym idealnego time trackingu. Działa metoda lżejsza: dziennik powtarzających się zadań przez jeden tydzień, w którym zapisujesz nie dokładne minuty, tylko wzorce.
Typowy kandydat powtarza się co najmniej kilka razy w tygodniu, składa się z jasnych kroków, nie wymaga złożonych decyzji i jego awaria nie zatrzymuje firmy. Siedem procesów, które warto automatyzować w pierwszej kolejności to gotowa lista startowa, gdy nie masz jeszcze własnej. Klasyczny przykład wejścia to raport tygodniowy składany z kilku źródeł, o którym konkopiowaniu raportów między systemami pisałem osobno.
Krok 3: koszt godziny, czyli dwa podejścia i dwa wyniki
Pierwszy wariant jest prosty i spotkasz go w polskich kalkulatorach: bierzesz miesięczny koszt pracownika brutto, doliczasz składki i dzielisz przez 160 godzin pracy w miesiącu. To norma przyjęta dla porównywania wariantów, a nie pomiar rzeczywistego czasu pracy.
Drugi wariant jest bliższy realnej decyzji o inwestycji. Bierzesz wynagrodzenie brutto i mnożysz przez 1,25 do 1,5, żeby zbliżyć się do pełnego kosztu firmy, a potem dzielisz przez liczbę realnych, wykonalnych godzin w roku. Przy takim podejściu wychodzi zwykle 1700 do 1900 godzin rocznie, bo z roku wypadają urlopy, spotkania i szkolenia. Podział przez 2080 godzin rocznie daje stawkę zawyżoną i nie ma sensu go używać.
Różnica między tymi dwoma metodami to rząd 25 do 50 procent. Dlatego w szablonie zostawiam obie kolumny i zapisuję, którą zastosowałeś. Kto przyjdzie za miesiąc z pytaniem „skąd ta stawka", dostanie odpowiedź w czterech słowach.
Dla czasu właściciela albo zarządu stosuje się osobną stawkę, zazwyczaj wyższą, bo taką godzinę wycenia się po straconej szansie, a nie po koszcie listy płac. W praktyce mnoży się ją dodatkowo, w jednym z opisanych podejść trzykrotnie. To druga z metod oceny tej samej oszczędności, nie błąd w rachunku.
Krok 4: pomiar po wdrożeniu w tym samym rytmie
Po uruchomieniu mierzysz dokładnie to samo zadanie, tę samą jednostkę, tyle samo tygodni. Zapisujesz czas jednej sprawy, liczbę spraw, liczbę poprawek i, osobno, faktyczne wykorzystanie rozwiązania. Osobno, bo to są dwie różne liczby i pomieszanie ich jest najczęstszym błędem.
Kolejna sprawa to czas dotyku i czas oczekiwania, czyli ile ktoś realnie pracuje, a ile rzecz czeka. Automatyzacja często prawie nic nie oszczędza w godzinach pracy, a skraca kolejkę z trzech dni do kilku minut. Wartość jest wtedy realna, choć wygląda inaczej, niż sugeruje suwak w arkuszu.
Mierz efekt od końca procesu, nie tylko automatyzowany krok. Sama liczba wykonanych spraw nie jest dowodem, że proces działa lepiej. Jeśli szybciej przekazujesz sprawy dalej i kolejka u odbiorcy tylko rośnie, to nie ma po co chwalić wdrożenia.
Krok 5: korekty, które ucinają wynik w dół
Tu robi się różnica między raportem, który wygląda dobrze, a takim, który wytrzyma rozmowę.
Adopcja. Jeśli zespół używa nowego przepływu tylko dla części klientów albo tylko połowy osób, to z projektowanej korzyści odejmujesz proporcjonalnie. W jednym z opisanych podejść przy 70 procentach faktycznego użycia wynik obcina się o 30 procent. W innym liczy się to inaczej: 60 procent spraw kwalifikujących się do automatyzacji razy 50 procent zespołu, które faktycznie z niej korzysta. To dwa różne modele, nie sprzeczność.
Sezonowość. Przy nierównym obłożeniu licz średnią ważoną miesiąca, inaczej dobry miesiąc trafi do raportu jako wynik, którego nie da się powtórzyć.
Wyjątki. Uwzględnij czas, który nadal idzie na sprawy niepasujące do reguły, i przeglądy, które ktoś musi robić ręcznie. Bez tego wynik zawsze wychodzi zawyżony.
Kwotę policzoną z takich danych warto od razu poddać testowi wrażliwości. Przesuń stawkę godzinową o 15 procent w obie strony i liczbę spraw o 20 procent. Jeżeli przy takim niewielkim ruchu znak zmienia się z zysku na stratę, to projekt nie ma zapasu i warto o tym powiedzieć wprost, zanim wyda się na niego pieniądze.
Szablon: tabela przed i po do wypełnienia
Tabela poniżej to minimalny zestaw pól, który wystarczy do rozmowy o pieniądzach. Jeden wiersz, jeden proces, jedna jednostka analizy.
| Pozycja | Przed | Po | Różnica |
|---|---|---|---|
| Jednostka analizy | np. jedna faktura | ta sama | niezmieniona |
| Czas na jednostkę | min | min | min |
| Liczba jednostek w miesiącu | szt. | szt. | szt. |
| Liczba osób w procesie | osoby | osoby | osoby |
| Godziny miesięcznie | godz. | godz. | godz. |
| Stawka godzinowa i metoda | zł/godz. + skąd | bez zmian | - |
| Błędy i poprawki | szt. / mies. | szt. / mies. | szt. / mies. |
| Czas wdrożenia | jednorazowo | - | - |
| Utrzymanie | - | zł/mies. | zł/rok |
| Wynik roczny | (wartość czasu - utrzymanie - wdrożenie) / (wdrożenie + utrzymanie) x 100 | ||
Przykład liczbowy: onboarding klientów, od pomiaru do wyniku
Ten wariant pochodzi z dokumentacji jednej z firm, więc jest w euro. Nie przeliczam go na złotówki, bo kurs walut nie zamieni tego w realną stawkę Twojego zespołu. Warto jednak przejść raz przez tę arytmetykę, bo pokazuje całą metodę w jednym miejscu.
Przed wdrożeniem obsługa jednego nowego klienta zajmowała średnio 45 minut, zdarzało się to 16 razy w miesiącu, a pełny koszt tej roli to 38 euro na godzinę. To daje 720 minut miesięcznie, czyli 12 godzin, a w skali roku 144 godziny. Przy stawce 38 euro wychodzi około 5470 euro rocznie, jeszcze bez kosztu poprawek.
Po wdrożeniu dotyk człowieka spadł do 8 minut na klienta, bo człowiek zajmuje się wyłącznie wyjątkami. Oszczędność to 37 minut na klienta, czyli około 118 godzin rocznie i około 4480 euro. Do tego doszło 800 euro za ograniczenie błędów i 1200 euro za czas właściciela odzyskany kosztem mniejszej liczby błędów w pakietach. Razem korzyść roczna wyszła w okolicach 6480 euro.
Koszt po drugiej stronie: 4500 euro wdrożenia i 120 euro miesięcznie utrzymania, czyli 1440 euro rocznie. Razem w pierwszym roku prawie 5940 euro.
I tu jest morał, który zostaje po wykreśleniu waluty. 6480 minus 5940 daje 540 euro zysku w pierwszym roku. Zwrot liczone prosto wychodzi około 11 miesięcy. Projekt w tym przykładzie ledwo się spina w rok i zyskuje dopiero w drugim, co przy stawce zwrotu wymaganej przez większość zespołów oznacza wyraźne „nie". Zmiana jednej stawki o 15 procent potrafi przesunąć ten wynik ze zysku w start. Warto policzyć w ten sposób kilka wariantów, zanim powiesz komukolwiek, że to się opłaca.
Jeśli chcesz policzyć wariant dla zespołu, a nie dla jednej roli, zasada jest ta sama: godziny jednej osoby mnożysz przez liczbę osób. Przykład z polskiego kalkulatora, gdzie 5 osób po 40 godzin miesięcznie daje 200 godzin, a po automatyzacji 5 osób po 8 godzin daje 40 godzin, to ta sama liczba z tabliczką mnożenia. Różnica to 160 godzin miesięcznie, czyli redukcja o 80 procent.
Szczegóły liczenia na większą skalę znajdziesz w arkuszu kalkulacyjnym dla firmy 50-osobowej.
Czego nie wolno liczyć jako oszczędności
Uruchomienie narzędzia nie oznacza, że zadanie znika. Jeśli wynagrodzenia i pozostałe wydatki zostają takie same, odzyskane godziny nie staną się dodatkową gotówką na rachunku firmy.
Ten sam efekt trzeba potwierdzić osobno w każdym scenariuszu. Zawyżenie liczy się, kiedy raz dodałeś zaoszczędzony czas, a raz jeszcze mniej błędów, które pochodzą z tego samego wdrożenia. Dla każdej korzyści prowadź osobną pozycję z własnym miernikiem.
Wysoki wynik sam w sobie nie potwierdza, że projekt jest wykonalny. Liczba, której nie da się obronić, jest gorsza niż żadna.
Swoją rolę odgrywa tu skala deklaracji. Popularne benchmarki mówią o poprawie efektywności rzędu 40 do 60 procent i o oszczędności około 6,2 godziny tygodniowo na pracownika. Ta druga liczba przekłada się na około 320 godzin rocznie, o ile nikt jej nie sprawdzi na własnym procesie. Źródła tych wartości nie podają badania ani autora, więc traktuj je jako górną granicę, a nie jako prognozę.
Szóst pułapek, przez które rachunek wychodzi za dobrze
Każda z nich psuje wynik, a wszystkie brzmią rozsądnie.
Liczenie czasu zgłoszonego przez samych zainteresowanych. Ludzie nie zawsze uwzględniają oczekiwanie ani pracę, o której nie myślą jako o pracy.
Uśrednianie przypadku, w którym średnia zakrywa drogie wyjątki. Trzy sprawy załatwione automatycznie nie znaczą, że setna naprawdę nietypowa nie kosztowała dwóch dni pracy.
Mnożenie oszczędzonego czasu przez stawkę i porównanie z kosztem licencji, bez uwzględnienia wdrożenia, utrzymania i obsługi wyjątków. To najczęstszy błąd i źródło projektów, które wyglądały świetnie na slajdzie i nie wróciły kosztu.
Liczenie tempa wdrożenia jako sukcesu. Wyższa liczba wykonanych spraw przy równoczesnym spadku zadowolenia klientów nie jest wygraną. Warto mierzyć wynik końcowy i skutki downstream, a nie samo przejście przez automat.
Test na czystych danych z pomocą eksperta przy pierwszych wdrożeniach. Potem adopcja w normalnej pracy wygląda gorzej, niż zapowiadał pilotaż.
Podanie jednej liczby ROI z dokładnością do kilku procent. Zakres nisko, średnio, wysoko buduje wiarygodność. Jedna komórka w arkuszu udaje precyzję, której nikt nie ma.
To do tego dochodzi kalendarz pomiaru: dwa do czterech tygodnie przed wdrożeniem, codziennie przez pierwsze dwa tygodnie po, raz w miesiącu przez pierwszy kwartał, potem przegląd kwartalny.
Kiedy lepiej odpuścić i po prostu nie liczyć
Proces, który nie ma stałej objętości, nie da się rzetelnie zmierzyć. Podobnie proces, w którym każda sprawa jest inna. Nie warto budować automatyzacji po to, by mieć co wpisać w raporcie. Nie automatyzuj też procesu, który działa dobrze i nikomu nie przeszkadza.
Dwa praktyczne progi, które stosuję przy wstępnej selekcji: zadanie powtarzane więcej niż pięć razy dziennie albo zajmujące zespołowi więcej niż dwie godziny tygodniowo. Poniżej tego progu rachunek zwykle nie domyka wdrożenia, a koszt obsługi wyjątków zjada resztę. Zanim jednak policzysz, warto rozdzielić to, co da się zautomatyzować, od tego, co wymaga od razu różnicy między automatyzacją a AI.
Sam pomiar to kilka dni roboty i jeden dokument, na którym oprzesz decyzję o inwestycji. Z liczbą na stole dyskusja przestaje być kwestią opinii, a robi się rachunkiem.
Jeśli chcesz policzyć, ile godzin faktycznie u Ciebie zjada jeden konkretny proces, napisz do mnie i podaj, o co chodzi. Odpowiadam zwykle tego samego dnia, a zakres i wycenę dostajesz na piśmie, zanim cokolwiek zaczniemy.