AI dla prawników: analiza umów, due diligence i korespondencja — plus ryzyka
Damian GębalaAutorAI w pracy prawnika działa dziś jak asystent, a nie jak prawnik: skraca czytanie umów, robi wstępny screening w due diligence i pisze pierwsze wersje pism. Odpowiedzialność za wynik zostaje jednak przy człowieku. Polskie narzędzia dla kancelarii kosztują od około 249 zł netto miesięcznie za jednego użytkownika do 590 zł netto miesięcznie, a wariant z serwerem stojącym w biurze to od 22 000 zł jednorazowo plus 700 zł abonamentu miesięcznie.
Sprzedawcy deklarują 60-70 procent krótszego czasu analizy dokumentów. Nie znalazłem niezależnego badania, które potwierdzałoby tę skalę dla kancelarii, więc traktuj te liczby jako obietnicę do sprawdzenia na własnych dokumentach, a nie jako wynik pomiaru.
Co AI naprawdę robi w pracy prawnika
Trzy zadania, w których narzędzia są najbardziej przewidywalne, to analiza umów, due diligence i korespondencja. Nie pominęło przy tym jednej rzeczy: modele dobrze czytają dokumenty pod kątem spójności i typowych klauzul, a źle radzą sobie tam, gdzie trzeba rozumować sytuację konkretnego klienta.
Żeby oszacować, ile realnie zostaje z wdrożenia, zanim policzysz godziny przed i po, zrób pomiar na jednym procesie, który dziś zajmuje najwięcej czasu.
Analiza umów: porównanie wersji i wyłapywanie klauzul
To najbardziej dojrzały use case. Beck-Noxtua opisuje analizę matrycową jako porównywanie wielu dokumentów naraz, z podaniem źródeł w systemie Legalis, żeby odpowiedź dało się zweryfikować. LexTool idzie w podobnym kierunku: wskazuje kluczowe zapisy i ryzyka oraz porównuje wersje dokumentu.
Realny przebieg pracy wygląda prościej niż w materiałach marketingowych. Wgrywasz pliki, narzędzie parsuje je i wypisuje projekt pisma, a Ty uzupełniasz i zatwierdzasz treść. Obsługiwane są Word, Excel, PDF oraz skany i obrazy. Przy pierwszym uruchomieniu nie warto zaczynać od setki umów - lepiej od kilku, których analizę znasz z głowy. Dopiero potem widać, czy narzędzie łapie Twoje klauzule, czy tylko wyciąga formułki.
Due diligence: maszynowy screening, ludzka ocena
Screening w due diligence jest dobrym kandydatem na automatyzację, bo jest powtarzalny, a wynik daje się opisać na liście. Exiger opisuje to jako eliminowanie tzw. swivel-chair effect, czyli przeskakiwania między kilkoma źródłami informacji: system zbiera dane z list sankcyjnych, newsów premium, otwartego webu i własnych list klienta, a następnie porządkuje je według istotności i kategorii ryzyka - sankcje, embargo, przejęcia państwowe, ryzyka cybernetyczne, praca przymusowa, negatywne media.
To skrót do analizy, nie zamiennik. Listy i wczytane newsy trzeba następnie ocenić w kontekście transakcji. Osobno wygląda due diligence transakcyjne - temat, o którym pisałem przy narzędziach automatyzujących fuzje i przejęcia, gdzie liczy się nie liczba znalezionych podmiotów, tylko poprawność identyfikacji.
Korespondencja i pierwsze wersje pism
Najmniej efektowna, a najczęściej zgłaszany use case. Beck-Noxtua wymienia tworzenie opinii, streszczeń, e-maili i korespondencji z własnych szablonów, plus współpracę z Wordem i Outlookem. LexTool opisuje szkice pozwów, odpowiedzi na pozew, wezwań i projektów umów, z jawną zasadą: to Ty decydujesz o ostatecznej treści.
Oszczędność jest realna, bo pismo pisania od zera to głównie walka z pustą kartką. Nie oszczędza się na myśleniu - zostaje ono dokładnie tam, gdzie było.
Ile to kosztuje: widełki, nie jedna stawka
Realne ceny polskiego rynku, wszystkie netto i w wariancie miesięcznym:
- Beck-Noxtua: 590 zł za użytkownika miesięcznie, czyli 7 080 zł rocznie. Bez limitu tokenów, ale wymaga subskrypcji systemu Legalis w wersji Silver lub wyższej - to warunek wejścia, nie opcja.
- LexTool Solo: 249 zł miesięcznie albo 207 zł przy płatności rocznej (2 484 zł za rok, oszczędność 504 zł). Limity: 20 projektów i 500 stron A4 miesięcznie.
- LexTool Kancelaria: 449 zł miesięcznie, 374 zł rocznie (4 488 zł za rok, oszczędność 900 zł), 50 projektów i 1 000 stron A4 miesięcznie.
- LexTool Pro: 899 zł miesięcznie, 749 zł rocznie (8 988 zł za rok, oszczędność 1 800 zł), 150 projektów i 2 000 stron A4 miesięcznie. Wersja Enterprise dla 50+ osób wyceniana indywidualnie.
- Serwer w biurze z polskim modelem językowym: od 22 000 zł jednorazowo, ze sprzętem, który zostaje u klienta, plus 700 zł netto miesięcznie abonamentu serwisowego. To 30 400 zł w pierwszym roku i 38 800 zł w drugim. Wdrożenie etapu pierwszego trwa około dwóch tygodni.
Tych liczb nie wolno zestawiać w jedną tabelę jako „tyle kosztuje AI dla prawnika”. Beck-Noxtua daje nielimitowane korzystanie, ale wymaga osobnej subskrypcji Legalis; LexTool liczy projekty i strony. Przy jednym użytkowniku realny widełki rynkowe to mniej więcej 250-600 zł netto miesięcznie. Powyżej tego progu są już rozwiązania wdrożeniowe, gdzie liczy się nie abonament, lecz projekt i utrzymanie serwera. Dla porównania kosztów przy większym zespole przyda się realny koszt AI przy dziesięciu stanowiskach, a same modele i ich limity są opisane osobno w tabeli asystentów AI z cenami w PLN.
Halucynacje: odsetek, który trzeba znać przed wdrożeniem
Badanie ze Stanfordu, przywołane w opinii ABA Formal Opinion 512, zmierzyło, że wiodące narzędzia do researchu prawnego „halucinate between 17% and 33% of the time”. To deklaracja o wymyśle: narzędzie podaje wyglądający wiarygodnie wyrok, którego nie ma, albo analizę przepisu, która brzmi logicznie i jest błędna.
Skala zjawiska nie jest teoretyczna. Baza Damiena Charlotina liczy 2 095 spraw, w których sąd lub trybunał stwierdził, że strona polegała na zmyślonym materiale. Ta baza świadomie nie obejmuje samych zarzutów - tylko orzeczenia, w których sąd taką zależność znalazł. Warto znać też granicę danych: nie ma publicznego zestawienia wskaźników rozłożonego na konkretne produkty ani danych o polskojęzycznych narzędziach. Zakres 17-33 procent pochodzi z jednego badania i nie rozdziela się na Westlaw czy Lexis+.
Odpowiedzialność zostaje przy prawniku
ABA Formal Opinion 512 (lipiec 2024) mówi wprost: „regardless of the level of review the lawyer selects, the lawyer is fully responsible for the work on behalf of the client”. To amerykański dokument i nie znalazłem polskiego odpowiednika - stanowiska KRR, OIRP, NRA albo Komisji Etyki Adwokatów i Radców Prawnych poświęconego generatywnemu AI w praktyce prawnej. Traktuj go jako najlepszy dostępny zestaw zasad, nie jako obowiązujące w Polsce.
Ta sama opinia podaje proporcjonalny model weryfikacji: jeśli sprawdzisz narzędzie na mniejszej partii dokumentów i poznasz jego dokładność, nie musisz potem czytać ręcznie całego zbioru umów. To najważniejsza pozytywna linia w dokumencie. Druga jest twardsza: prawnik nie może zostawić modelowi samodzielnej oceny prawnej ani negocjowania roszczeń klienta. Zakres z pięciu automatyzacji, które się nie udały, ma w podobnych przypadkach osobny przypadek.
Warto dopisać do własnej praktyki jedną prostą rzecz: oznaczać w aktach sprawy materiał wygenerowany przez AI. ABA proponuje to wprost jako szkoleniową rekomendację, żeby późniejsi użytkownicy pliku wiedzieli, skąd pochodzi.
Poufność, RODO i pytanie, gdzie leżą akta spraw
Tutaj jest realne ryzyko, a nie teoria. Przy narzędziach uczących się na wprowadzanych danych opinia ABA wymaga świadomej zgody klienta, a sam ogólny zapis w umowie o obsługę prawną uznaje za niewystarczający. Wskazuje też na ryzyko przenikania informacji między sprawami: materiał z jednej sprawy może trafić do analizy drugiej, także przez tzw. ściany etyczne.
Praktyczna odpowiedź to pytanie, gdzie fizycznie leżą dokumenty. Dostawcy deklarują różne rzeczy i warto je sprawdzać, zamiast wierzyć nagłówkowi. Beck-Noxtua pisze o infrastrukturze pod jurysdykcją UE i normach ISO 27001, ISO/IEC 27017, 27018 oraz 42001. LexTool o szyfrowanej komunikacji i przetwarzaniu z anonimizacją. Wariant z serwerem w biurze stawia na coś innego: przetwarzanie w całości lokalne, szyfrowany dysk, dostęp zdalny wyłącznie przez VPN i log audytowy pokazujący, kto, kiedy i o co pytał. Opisuję to szerzej przy modelach postawionych na własnym serwerze.
Pisemne deklaracje to jedno, umowa i polityka przechowywania to drugie. ABA zaleca wprost, żeby prawnik czytał regulamin narzędzia i sprawdzał m.in., czy dostawca zatrzymuje wprowadzone dane po zakończeniu usługi. To jeden akapit, a oszczędza kłopotów.
AI Act: co obowiązuje kancelarię, a co dopiero będzie
Akt wszedł w życie 1 sierpnia 2024 roku. Przepisy ogólne i zakazy zaczęły obowiązywać 2 lutego 2025, obowiązki dostawców modeli ogólnego przeznaczenia - 2 sierpnia 2025. Art. 113 mówi, że rozporządzenie stosuje się od 2 sierpnia 2026 roku, z wyjątkami: przepisy o systemach wysokiego ryzyka w produktach regulowanych od 2 sierpnia 2027, a te z załącznika III od 2 grudnia 2027.
Dla kancelarii bezpośrednio działa art. 4: dostawcy i użytkownicy systemów AI mają zapewnić odpowiedni poziom wiedzy o AI swoim pracownikom. Czyli szkolenie, udokumentowane, bo to ono jest dowodem zgodności - nie zbędny dodatek, tylko podstawa.
Trzeba też uczciwie powiedzieć, czego nie wiem. Nie sprawdziłem treści art. 6 i załącznika III, czyli listy systemów uznanych za wysokie ryzyko. Nie mogę więc napisać, że narzędzie do analizy umów zostanie w niej zakwalifikowane. Ale warto znać wzorzec obowiązków, gdyby tak się stało: art. 26 wymaga nadzoru człowieka z odpowiednimi kompetencjami i upoważnieniem, przechowywania logów przez co najmniej sześć miesięcy, poinformowania przedstawicieli pracowników o użyciu systemu oraz wykorzystania informacji producenta do oceny skutków dla ochrony danych z art. 35 RODO.
Z przepisów o przejrzystości obowiązuje art. 50. Dostawca systemu, który generuje treść tekstową, ma ją oznaczać w formie czytelnej maszynowo, a użytkownik musi to ujawnić przy pierwszym kontakcie z systemem. Jedna pułapka interpretacyjna: obowiązek ujawnienia treści tekstowej dotyczy tekstów publikowanych w celu informowania opinii publicznej o sprawach interesu publicznego. Korespondencja kancelaryjna i umowy prywatne w to nie wchodzą - nie rozciągaj tego przepisu na codzienną pracę. Sądy w USA w niektórych przypadkach wymagają oznaczania użycia AI, w Polsce takiego regulaminu sądowego nie znalazłem.
Due diligence bywa obowiązkiem prawnym
Warto oddzielić due diligence jako narzędzie od due diligence jako obowiązek. Dyrektywa 2024/1760 o należytej staranności w zakresie zrównoważonego rozwoju weszła w życie 25 lipca 2024 i została potem nowelizowana dwukrotnie, między innymi dyrektywą 2026/470, która weszła w życie 18 marca 2026. Próg to co najmniej 5 000 pracowników i 1,5 mld EUR obrotu netto światowo, a najwyższa kara pieniężna sięga 3 procent światowego obrotu netto. Przepisy krajowe mają być przyjęte do 26 lipca 2028 i stosowane od 26 lipca 2029, a obowiązki raportowe dla art. 16 - od roku finansowego rozpoczynającego się 1 stycznia 2030.
Dla kancelarii to tło, a nie nakaz: progi dotyczą dużych grup, nie małej kancelarii. Ale wiedzieć o nim warto przy rozmowie z klientem, który je przekracza. Szerzej o tym, jak regulacje doganiają firmy używające AI, pisałem przy zgodności produktowej z AI.
Jak zacząć, mając 30 dni
Najtańszy pierwszy krok to nie wdrożenie, tylko pomiar. Wybierz jeden proces, zrób na nim pomiar godzin, potem sprawdź narzędzie na małej partii, którą znasz z odpowiedzi. Dopiero potem decyduj o abonamencie. LexTool daje siedem dni testowania bez opłat, co wystarczy na taki sprawdzian.
Dalsze kroki, które sprawdziły się przy wdrożeniach u klientów: ustal, które akta w ogóle mogą opuścić biuro, i dopiero potem dobieraj narzędzie; opisz w krótkim wewnętrznym dokumencie, co wolno wgrywać; wyznacz jedną osobę odpowiedzialną za weryfikację wyników; mierz oszczędność po wdrożeniu, a nie przed. Jeśli zależy Ci na własnym asystencie podłączonym do Twoich procesów, opisałem to przy ChatGPT podłączonym do n8n - architektura z ograniczeniem ryzyka wygląda tam podobnie, jak w prawie: człowiek w pętli, model poza nią.
Jeżeli wątpliwości masz na poziomie całej firmy, a nie jednego procesu, arkusz audytu AI porządkuje pytania w czterdzieści minut.
Czego nie umiem powiedzieć
Nie znalazłem niezależnego badania, które zmierzyłoby oszczędność czasu przy analizie umów lub due diligence w polskich kancelariach. Wszystkie liczby w tym zakresie - 60 procent, 70 procent, „kilkadziesiąt procent” - pochodzą od sprzedawców. Jedna z tych stron podaje na przodzie 70 procent, a niżej 60 procent, co dla mnie jest wystarczającym powodem, żeby traktować całą tę grupę liczb jako deklaracje, a nie pomiary.
Nie znalazłem też polskiego stanowiska samorządowego, które powiedziałoby, czy prawnik ma obowiązek poinformować klienta o korzystaniu z AI, ani danych o tym, jak modele radzą sobie z cytowaniem polskich przepisów. O ile pamiętam, nie ma też porównania, które rozdziela wskaźnik błędów na konkretne produkty, a bazę Charlotina można czytać jako sygnał skali, nie jako miernik jakości narzędzia.
To ostatnie jest w porządku. Narzędzia do researchu prawnego wciąż mylą się w co piątym, a może w co trzecim zapytaniu, więc jeśli wdrażasz je u siebie, to z wiedzą o tym, gdzie leżą granice - nie z przekonaniem, że granic nie ma. Jeśli chcesz policzyć, ile Twoja kancelaria na tym zyska albo straci, napisz do mnie - odpowiadam zwykle tego samego dnia.